"Samotność - to taka straszna trwoga".
Bez rodziny, bez języka... jesteś tylko z "bez". Więc... szukasz. O! Jak tu się szuka, aż para bucha buch, buch, buch! No to już wszedzie szukają, by sobie śrubkę dokrecić lub dziurkę załatać! Portale intrnetowe oblężone 24 godziny na dobę! Bezpieczne, no bo HIV-a nie ma, a i kondoma zakładać nie trzeba. Randki w ciemno i jasno, czaty, Sympatia...
Na obczyźnie samotność dotkliwiej doskwiera
Nasza-klasa już nawet zagrożona! Wszyściutko już wypróbowane. Na tych portalach to dla mnie jakimś nieludzkim językiem mówią, jak spend jakiś.
ONA mu "Muuu", ON jej "Muuu" i już randkę mają. "Muuu" trenuję. "Potrafię" myślę. "Przecież to proste! Muuu"...
To ja może tez spróbuję. Bo przecież mi samotność też na tej tułaczce doskwiera.
Poszłam znajomych popytać o najlepsze portale randkowe (czytaj biura matrymonialne), bo przecież wiadomo, że wszyscy sinngle w UK ciągle na tych internetach siedzą. Ale tu... niespodzianka! Okazało się, że nikt w takie głupoty się nie bawi, no śmieszne po prostu.
To ja się pytam, co oni tymi dniami i nocami (zależy od zmiany w fabryce) na tym internecie szukają!
Nic to, sama znajdę. Jest! Sympatia.pl. Jak to miło brzmi. Szukam. Wiek taki, a taki... O! Wykształacenie sobie można wybrać! Biore wyższe, to może pogadać będzie można. Tak. Tylko wyższe. Bo ja inżynier i ON inżynier... a i w domu drzwi naprawi. Tylko inżynier!
Profil sobie wymalowałam jak się patrzy i... do dzieła
Nie ma czasu do stracenia i pierwsza zaczęłam. Wysyłałam do tego, do tamtego. Jeden zadzwonił. Na imprezie akurat byłam (miły gość, własna firma, "to dobrze" pomyślłałam, na mój koszt życ nie będzie). Głośno było to do toalety wyszłam. I ON mi zaczął, że na pewno z jakiegoś ukrytego miejsca do niego dzwonię, że może z toalety. "Jasnowidz czy co?" i dodał, że się przed czymś NA PEWNO ukrywam, "No przed hałasem" pomyślałam. Przestraszyłam się, że tak całe życie ON mi o tej toalecie będzie mówił i... znajomość zakończyłam.
Strach pomyśleć, na kogo to można trafić. Nigdy nie wiesz, bo przecież profil to można sobie pięknie zmajstrować, a i zdjęcia w photoshopie zrobić. Ludzie! Co za naród!
Trzy miesiące spędziłam na tym randkowaniu (tyle tylko zapłaciłam, a może aż tyle). Ani jednej maleńkiej randeczki nie udało mi się zaaranżować! Coś chyba nie tak robiłam. Chyba to "Muuu" nie takie łatwe jak mi się wydaje!
Może tematy złe poruszałam, może zdjęcia złe dałam, bo mi cycków ani dupy nie było widać, ale ja chciałam pogadać! Najnormalniej na świecie pogadać! Nawet nie o sztuce, czy co grają w Royal Court tylko tak ja ludzie! Może sobie profil źle wymajstrowałam, bo napisałam, że inzynier i... Ale ja prawdę chciałam napisać! Po co mam kłamać. Mogłam może napisać, że w ofisie pracuję, bo to ponoć działa tu w UK. Jak ktoś na stołku siedzi (nie ważne, że przy kasie w Tesco), to ma pracę siedzacą, to oznacza, że na pewno w ofisie pracuje, a ofis, no widomo, wyższa szkoła jazdy.
Tak sobie pomyślałam - biurko własne mam, komputer własny mam, no próbki czasem zrobię to od biurka wstać muszę, czasem na fabryke pójdę z chłopakami pogadać, ale resztę czasu to siedzę. Siedzę na pewno! To może ja też mogę napisać, że w ofisie pracuję? Mogłam zmienić. Za późno. Konto zlikwidowałam.
Mogłam może byki w tych listch robić, jak: "Bardzo lubie gry zespołowe np. papinton", albo "Szukam kotka do wspulnego mróczenia", albo mogłam być bardziej dosadna: "Fiuta szukam co mnie zapnie", a nie "Proszę", "Przepraszam". To już chyba dawno przestało działać! Muszę się chyba na jakiś kurs zapisać, albo na brytyjskie portale przenieść, ale te choróbska! I jak ja mu wytłumaczę, że Mickiewicz, że "Litwo ojczyzno moja"!
Poddałam się. Koniec z portalami randkowymi. Wyleczyłam się raz na zawsze! Ale ten "papinton" to mi dalej po głowie chodzi.





