Breaking News:
RSS
Tools
Nawigator.co.uk
May 20

Homo - nie takie straszne PDF Drukuj Email
Wpisany przez mazinka   
niedziela, 23 maja 2010 13:13
AddThis Social Bookmark Button

Z pamiętnika singielki.

 

 

 

fot. archiwum autora

Kolega - Anglik zaprosił mnie na imprezę do Londynu (znowu do tego Londynu trzeba jechać!) na wręczanie nagród za kino offowe. Pojechałam. Tam to dopiero kino było! Wszyscy poprzebierani jakoś tak dziwnie. Skąd oni te ciuchy biorą! U nas to nawet w lumpeksie takich ubrań nie znajdziesz. No nic - pomyślałam. - Dostosować się trzeba. Chcesz być wroną to kracz jak one.

Kolega mi drugiego kolegę przedstawił i mówi:

- To ten a ten... Aktorem jest znanym... tu a tu wystąpił, w jakimś tam filmie o perfumach.

 

Ja sobie tak myślę, że on mi tu jego przedstawiać nie musi, bo ja już go z kilometra widziałam. A Kolega dalej.

- Ona taka, a taka... scenarzystka, to może coś specjalnie dla ciebie napisze.

Patrzę tak na tego Aktora, no niczego sobie chłopak, ale gdzieś na internecie czytałam, że to gej. Oj - wzdycham - No taki fajny chłopak się marnuje.

Rozmowa się zaczęła:

- Scenariusze piszesz?

- To tylko jako hobby traktuję, inaczej, na razie, na życie zarabiam.

- Tak! A czym się zajmujesz?

- Metalurgiem jestem.

- Że kim?

Znowu z tym metalurgiem wyskoczyłam! Przecież skąd ten aktorzyna, jeszcze brytyjski, o metalurgii miał słyszeć. Więc mu tłumaczę, że metal, że żelazo, a później proszek... Kiedyś to nawet w torebce próbki nosiłam, żeby łatwiej ludziom tłumaczyć było. Ale, że mi się zbytnio tłumaczyć nie chciało, to temat szybko urwałam.

- A ty jakie masz hobby?

- Nie mam na to czasu. Praca cały czas mi zajmuje.

To dobrze, tak pomyślałam, jak młody to niech sobie nie żałuje, bo później to różnie bywa. Sława krótko trwa. W narkotyki wpadnie i jak Emy Winehouse skończyć może.

- Tak tylko pracą żyjesz?

- Praca to moje hobby.

Szczęściarz, robi co lubi. Ja to już nigdy tego doktora o tych proszkach nie zrobię, bo tyle mnie to interesuje, co by 25-go każdego miesiąca konto zasilone było.

I tak ble, ble, ble... Tak go, tego Aktora sobie obserwuję i obserwuję, a on taki nieśmiały! W oczy mi nie patrzy, palcem po brodzie mizia i tylko "je, je". Boże! Jak to na mnie zawsze działa! Ta nieśmiałość, ta niewinność, jak płachta na byka! Od razu mi się matczyny instynkt włącza i?

Bym go tak przytulała do siebie, a później darła po nocach... Och, darłabym ja go, targała równo!

I coś mnie tak w środku połaskotało... O! Do domu czas wracać. Więc mówię, że miło było, ale ja muszę na pociąg zdążyć, do tych proszków rano wstać... a on mi na to:

- To ty w Londynie nie mieszkasz ?

Tak jakby w Wielkiej Brytanii innych miast już nie było i jakby ludzie w tych innych miastach nie mieszkali. To on mi na to, że mnie odprowadzi. A, proszę bardzo!

Ulicą idziemy, a on do mnie, że on tu mieszka niedaleko, i że może wpadniemy na chwilkę.

- Tylko na chwilkę! - mówi.

Boże, co tu robić, a on tak ładnie prosi. Ok. No przecież mnie nie zgwałci, bo pedzio przecież!

Niezłe sobie to gniazdko uwił. Ja sobie też takie mieszkanie kupię, tylko ten scenariusz dobrze sprzedam (albo siebie sprzedam). Coś mi tam nalał i gadka szmatka... A ja tylko o tym pociągu, co mi ucieknie jak zaraz nie pójdę i już wstaje i do wyjścia idę... a on mnie za rękę łapie i prosi bym została jeszcze, bo się samotny czuje. Myślę sobie, że on to sobie w jednym filmie zagra i trzy lata nic nie musi robić, a ja już wszystkie sicki co mogłam zgłosiłam, wszystkie holideje zużyłam, no wszystko co tylko było możliwe już wzięłam i jak jutro do tych proszków nie pójdę, to sobie nie na trzy lat będę mogła pozwolić, ale na trzy miesiące. To góra! Dlatego dłużej zostać nie mogę!

A on mnie dalej za tą rękę trzyma i maślane oczy robi. Coś mi tu kurcze pasować przestało. Co on z tym "zostań i zostań"! Czy ja już tak męsko zaczęłam wyglądać, że mu się pomyliło?! Wiem, że ciągle tylko te chłopy wokół mnie, bo na studiach jedna baba na dziesięciu chłopa, w pracy same chłopy... No ale cycki przecież mam i dziurę mam. To przecież babą jestem!

Ja mu mówię, że się jeszcze przecież spotkamy, nie umieramy dzisiaj. A On mi w płacz! Ręce mi opadły (jeśli już opadnięte nie były). No to mi chłopak teatr odstawił! W końcu aktor! Na sofę siada i że nikogo nie ma - mówi - i że gdzieś tam na długo jedzie, film będzie kręcić i że on też chciałby się do kogoś przytulić!

No wzięło mnie! Nie wiem, czy tą technikę Strawińskiego zastosował, czy inne czary, ale znowu mi się ten instynkt macierzyński włączył. "A już srać te proszki" pomyślałam. Usiadłam koło niego, a on mnie za szyje łapie.

Żal mi się go naprawdę zrobiło. No przetrzepałabym mu ten tyłek, no ale przecież fiuta nie mam, a palcem mu dobrze na pewno nie zrobię. Po plecach go poklepałam i "Sza, sza" i że "już dobrze, już zostanę" i w głowę, jak matka go pocałowałam.

Do rana na tej sofie, w ubraniu spaliśmy przytuleni do siebie. To znaczy on spał, bo ja to całą noc myślałam, jak ja w tym makijażu rano do pracy pójdę.

Poprawiony: środa, 23 czerwca 2010 17:50
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież